Reklama

Chorwacja

  • Newsy
  • Statystyki
  • Trener

Slaven Bilić - trener z kolczykiem, papierosem i gitarą

Nijak nie przystaje do stereotypowego wizerunku trenera piłki nożnej. Lubi jeździć na Harleyu, zdarza mu się nosić kolczyk w uchu czy długą brodę, a zamiast sportowego trybu życia promować... palone jeden za drugim papierosy Marlboro. Chorwaci nie zamieniliby jednak Slavena Bilicia na nikogo innego, gdyż wierzą że charyzmatyczny selekcjoner poprowadzi ich drużynę do zwycięstw na Euro 2012.

Zdjęcie

  Slaven Bilić
  Slaven Bilić

Bilić to prawdziwy XXI-wieczny człowiek renesansu. Choć od lat żyje głównie futbolem - najpierw jako zawodowy piłkarz, potem trener i selekcjoner - to nie zamyka się na inne dziedziny życia. Jedną z jego odskoczni jest muzyka rockowa. Posiada własną kapelę o nazwie "Rawbau", w której jest gitarzystą i autorem tekstów piosenek. O czym pisze? Twierdzi, że o "życiu", choć zdarzają mu się także teksty zaangażowane politycznie. Nic w tym dziwnego. W końcu jako młody facet przeżył wyniszczającą wojnę domową w Jugosławii.

Jego pasją są też motocykle. Przyznaje, że lubi czasem wsiąść na motor i po prostu pojechać gdzieś przed siebie. Ma Harleya, lecz nie zrzesza się w klubach, nie nosi skórzanych ćwiekowanych kamizelek z naszywkami. Jazdę na nim traktuje jako świetne oderwanie od rzeczywistości i okazję do przemyśleń. Interesuje się bowiem filozofią, ale też psychologią. Podobnie jak Juergen Klinsmann jest miłośnikiem amerykańskiej szkoły psychologii traktującej o sztuce motywacji. Jednym z jego idoli jest Phil Jackson - twórca potęgi koszykarskiej Chicago Bulls.

Zdjęcie

  Bilić jako gitarzysta zespołu rockowego Rawbau
  Bilić jako gitarzysta zespołu rockowego Rawbau

Ferdinand i Lampard nosili za nim piłki

Urodzony i wychowany w nadmorskim Splicie, Bilić swoje piłkarskie szlify pobierał w Hajduku. Jako zawodnik klubu z Poljud zadebiutował najpierw w młodzieżowej, a następnie w dorosłej reprezentacji Chorwacji. Kolejnym przystankiem na jego piłkarskiej drodze były Niemcy. Przez niemal trzy lata grał w Karlsruher SC, a następnie trafił do Premier League, a konkretnie do West Ham. W barwach "Młotów" dał się poznać jako solidny, bezkompromisowy defensor. Za Chorwatem piłki nosili wówczas 18-letni Frank Lampard i Rio Ferdinand, wchodzący przy Upton Park do dorosłego futbolu. Rok później Bilić był już graczem Evertonu. "The Toffees" zapłacili za niego sporą jak na ówczesne czasy sumę 4,5 miliona funtów. Przy Goodison Park spędził trzy sezony, po czym wrócił do Chorwacji. Do Hajduka rzecz jasna. Nie pograł jednak długo. Kontuzje sprawiły, że w wieku 33 lat zakończył piłkarską karierę i rozpoczął zupełnie nowy etap swojego życia.

Pracuje niemal za darmo, ale nie dba o kasę

Niemal z marszu znalazła się dla Bilicia posada. Oczywiście w Hajduku Split. Został tymczasowym trenerem, jednocześnie dbając o poszerzanie kompetencji. Praktykował m.in. u Arsene Wengera i Marcelo Lippiego. Kolejnym miejscem pracy Slavena była już reprezentacja. Najpierw chorwacka młodzieżówka, a następnie pierwsza kadra "Vatreni". Tą prowadzi nieprzerwanie od pięciu lat.

Zarabia bardzo przeciętnie. Gdy obejmował posadę selekcjonera Chorwacji, dziennikarze wyliczli, że wielu graczy Premier League kasowało więcej przez tydzień, niż on przez rok. Tłumaczy jednak, że nie pracuje dla pieniędzy. Na Euro 2008 był najmłodszy spośród wszystkich trenerów, choć na imprezę jechał jako człowiek doskonale wszystkim znany. Jego drużyna wygrała eliminacyjną grupę E, a co ważniejsze - pokonała w wyjazdowym meczu Anglię, co sprawiło, że ekipy Steve'a McClarena zabrakło na boiskach Austrii i Szwajcarii. "Taktyka była prosta - odcięcie od piłek Garetha Barry'ego i sprawienie, by rozgrywającymi byli Sol Campbell i Joleon Lescott, którzy jako obrońcy nie nadawali się do tego" - zdradził po jakimś czasie Bilić.

Pogonił Turków i poznał słodki smak zemsty

Wydawało się, że Chorwacja będzie największą rewelacją Euro 2008, po tym jak zdobyła komplet punktów w grupie B (pokonała Austrię, Polskę i Niemcy), lecz zaraz po tym odpadła z turnieju. Pogromcą ekipy Bilicia okazali się Turcy i "Vatreni" musieli pakować walizki już po ćwierćfinałach.

Okazja do rewanżu na Turcji nadarzyła się niewiele ponad 2 lata później. Drużyny zmierzyły się bowiem w barażowym dwumeczu, którego stawką była gra na Euro 2012. Już po pierwszym spotkaniu wiadomo było, kto na mistrzostwa nie pojedzie. Turcy zostali bowiem upokorzeni przez Chorwatów na stadionie w Stambule. Przegrali aż 0-4 i na rewanż jechali zupełnie bez szans. W Zagrzebiu padł bezbramkowy remis i Bilić mógł zasmakować słodkiej zemsty. Na Euro 2012 będzie mógł spróbować jeszcze raz udowodnić, że Luka Modrić jest faktycznie lepszy niż Frank Lampard, a Vedranovi Ćorluce buty czyścić może nawet sam Dani Alves...

Rafał Walerowski

Źródło informacji:

INTERIA.PL