Reklama

Hiszpania

  • Newsy
  • Statystyki
  • Trener

Vicente del Bosque - wąsacz, który wygrywa

Deszcz odznaczeń, wyróżnień i hołdów, jaki spłynął na Vicente del Bosque po zdobyciu z Hiszpanią tytułu mistrza świata, jest nagrodą za wytrwałość, skromność i lata pracy na drugim planie.

Zdjęcie

  Vicente del Bosque ma piłkę na głowie dosłownie i w przenośni. /AFP
  Vicente del Bosque ma piłkę na głowie dosłownie i w przenośni.
/AFP

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" - to banalne przysłowie idealnie pasuje do sytuacji Vicente del Bosque w jego ukochanym Realu Madryt. Do królewskiego klubu urodzony w Salamance obrońca trafił w wieku 19 lat, by jego barw bronić przez 11 sezonów. Zdobył z klubem pięć tytułów mistrza Hiszpanii, cztery razy Puchar Króla, szczytowym momentem miał być jednak finał Pucharu Europy w 1981 roku, w którym "Królewscy" przegrali 0-1 z Liverpoolem tracąc bramkę w 82. minucie. Cztery lata później Del Bosque skończył karierę mając w dorobku 18 występów reprezentacji Hiszpanii i jeden ważny turniej (mistrzostwa Europy w 1980 roku).

Jako trener wydawał się być stworzony do małych celów, takich jak praca z rezerwami klubu z Bernabeu. W 1994 i 1996 roku zostawał na krótko szkoleniowcem pierwszego zespołu, zawsze tymczasowo. W 1999 roku doczekał się trzeciej szansy zastępując Johna Toshacka, by niespodziewanie poprowadzić drużynę do dwóch triumfów w Champions League i dwóch tytułów mistrza Hiszpanii. Opinia o nim była taka, że ze swoją skromnością i jowialnością idealne pasuje do galaktycznej drużyny z Figo, Zidanem, Ronaldo, Raulem, Roberto Carlosem, bo nie przeszkadza im grać tak, jak chcą.

Dla prezesa Florentino Pereza del Bosque był jednak za mało galaktyczny, toteż w 2003 roku, tuż po zdobyciu mistrzostwa kraju, został zwolniony. Perez miał za złe trenerowi porażkę z Juventusem w półfinale Ligi Mistrzów. Na kolejny mecz na tym poziomie Real miał jednak poczekać 8 lat.

Perez tłumaczył, że del Bosque zażądał podwyżki, chcąc zarabiać 3 mln euro za sezon. Dziś płaci Jose Mourinho 10 mln i jest nim zachwycony, tymczasem fani klubu z Santiago Bernabeu wciąż mogą tylko pomarzyć o sukcesach, jakie miała drużyna w czasach del Bosque.

Po zakończeniu pracy w Madrycie Vicente wyjechał do Turcji, gdzie bez sukcesów prowadził Besiktas, kiedy jednak po zdobyciu mistrzostwa Europy w 2008 roku z pracy z reprezentacją zrezygnował Luis Aragones nie było lepszego następcy. Del Boque podjął się poprowadzenia zespołu do tytułu mistrza świata. Czy wierzył, że możliwe jest przełamanie fatum z drużyną, która na mundialach zawsze zawodziła, nigdy nie zdobywając medalu? Chyba nie do końca, bo obiecał, że jeśli mu się uda, zgoli swoje niemodne wąsy, czego jednak nie zrobił po zwycięskim finale z Holandią w Johannesburgu.

W Hiszpanii został narodowym bohaterem, choć i tym razem wiele było opinii, że z tak genialną generacją piłkarzy laury zdobyłby najbardziej pospolity nawet trener. Del Bosque gwiazdą nie był i być nie chce. Bez kłopotu wybaczył urazy Aragonesowi, który podczas mundialu w RPA często go krytykował. Gdy odbierał prestiżowe trofeum Księcia Asturii dla swojej drużyny, podkreślał, że to wielka zasługa jego poprzednika.

Nie może wybaczyć tylko Florentino Perezowi. Niedawno, gdy obecne władze Realu Madryt chciały mu wręczyć złote insygnia klubu, twardo odmówił. A wydawało się, że jowialny selekcjoner długo nie potrafi się gniewać. Królewski klub nosi w sercu na zawsze, choć niedawno ogłosił, że jako trener drużyny narodowej zaczął także kibicować Barcelonie. Ona daje najwięcej piłkarzy do mistrzowskiego zespołu.

Przed Del Bosque największe wyzwanie: jeszcze żadna reprezentacja nie wygrała trzech kolejnych mistrzowskich turniejów. Najbliżej byli Niemcy w 1976 roku, kiedy jako aktualni mistrzowie Europy (1972) i mistrzowie świata (1974) dotarli do finału Euro w Jugosławii, ale przegrali go na karne z Czechosłowacją. Hiszpania (podczas Euro 2012 zamieszka w Polsce), stanie przed dziejową szansą. Pospolity wąsacz musi znaleźć w sobie siłę, by natchnąć do walki piłkarzy, którzy osiągnęli już wszystko.

Dariusz Wołowski

Źródło informacji:

INTERIA.PL